Trochę się poczułem wywołany do tablicy. Na początek sprostowanie:
Cyklon B (lewa rysa) to droga moja i Klamera (Tadek Ciszyński) - termin się zgadza, jesień 1981. Nawet była o tym wzmianka w Taterniczku: "przejście trwało dwa dni i było zrobione metodą yo-yo" (RK). Na polski: styl do dupy ale ostatecznie możemy zaliczyć.
Marcisz zrobił chyba w '83 prawą rysę - Cyklon A i zalicytował VI.3. Robiłem pierwsze powtórzenie i zaproponowałem zmianę wyceny na VI.1 i zmianę nazwy na "Krakowska Popelina", co dobrze oddaje atmosferę a raczej atmosferkę gęstniejącą wówczas pomiędzy obiema szkołami. Żeby była jasność - różnice w odbiorze trudności brały się hmm - z różnicy w rozmiarze zawodnika. Ja dałem radę przeczołgać się środkiem. Późniejsze wydarzenia pokazały, że droga jest poważna a "wielkość ma znaczenie" i "małe jest piękne" - Damian Granowski o mało co się tam nie zabił - miał więcej szczęścia niż rozumu.
W okresie, który opisuje Szalony przepaść między nami nie była aż taka wielka - odjechał mi na dystans nie do odrobienia w '86 i później. Podczas jednej z moich pierwszych wizyt w Kobylanach ('80? '81?) udało mi się przewędkować Szarą Płytę i Mariusz Gołkowski spytał mnie nawet czy mam w zwyczaju robić VI.3 od strzała. Oprócz tego solo OS Panika Tucznika, ale to już później.
A meritum. Z perspektywy czasu - podstawowym błędem, który popełnialiśmy to to, że usiłowaliśmy przykładać tę samą miarę do zupełnie różnych dyscyplin wspinaczkowych. Ale istota sporu jest głębsza. W gruncie rzeczy chodziło o to jak powinno wyglądać wspinanie "w ogóle" - nie tylko w Polsce. Tu styl francuski "radosny" musiał wygrać ze stylem niemieckim "heroicznym" - to właściwie było wiadome z góry tylko tego nie dostrzegaliśmy. Czas pokazał, że wyeliminowanie ryzyka z wspinaczki skutkuje kolapsem do pop-climbingu, co samo w sobie nie jest niczym złym - gdybyśmy tylko mieli więcej skał.
Nie udało mi się uniknąć błędów. Na koncie mam jeden poznawczy i kilka taktycznych. Poznawczy to taki, że całkowicie odrzucałem wędkę i spity uważając, że ściana bez możliwości asekuracji powinna pozostać dziewicza lub czekać na herosa, który ją przejdzie solo OS. W praktyce oznacza to poważną awarię przekładni na realia. Taktyczne to takie, że jak powiedział kiedyś Kajman (Robert Nejman) "wyznawałem prymat zasad nad szacunkiem dla własnego organizmu". Skutkowało to w każdym sezonie od 81 do 85 mniej lub bardziej poważnym glebowaniem. Ja się kurowałem, z trudem wracałem do formy a konkurencja odjeżdżała… Ale "non, Je ne regrette rien" gdybym mógł się cofnąć w czasie pewnie wspinałbym się tak samo, tylko bardziej dbałbym o zęby.
Wracając do współczesności. Jakieś siedem lat temu przy piwie z Szalonym uzgodniliśmy protokół rozbieżności. Ze zdziwieniem ale i z radością stwierdziliśmy, że w zasadzie nic się nie zmieniło, no poza tym że zgięcie już nie takie. Mimo to przewspinaliśmy się razem kilka sezonów skutecznie się wzajemnie motywując - na zasadzie "gdyby kto inny trzymał linę już dawno poprosiłbym o blok".
BergHeil!
Zmieniany 9 raz(y). Ostatnia zmiana 2026-07-10 22:00 przez płona.